poniedziałek, 6 lutego 2017




Ippensen- Süd 6 lutego 2017r.



Wczoraj były siódme urodziny Wojtusia . Złożyłam mu życzenia i chwilę porozmawialiśmy. Kocham ten jego szczerbaty uśmiech ...gubi mleczaki a tak niedawno a tak niedawno cieszyliśmy się z pierwszych...Obiecałam mu po powrocie wspólny wypad w plener i tort ...A dzisiaj ...Jestem wdzięczna za dobro w moim życiu…

Niedawno skończyłam prasowanie i rozmowę z Kasinkiem . Pocieszyłyśmy się swoją obecnością.

Teraz siedzę na łóżku. Przede mną prostokąt okna. W jednej części w oddali chwieja się leniwie gałązki brzozy, bliżej okna zieleni się krzew azalii a jeszcze dalej wysoki świerk.

Błękitnieje zimowe niebo .Słońce rzuca na  ścianę w pokoju drżące cienie liści. Za chwilę pójdę zrobić kawę Mariannie a sobie jakąś herbatę – złapałam się parę razy na tym ,że piszę rzeczowniki wielką literą ...zabawne …



Już noc ...pora spać jeszcze
tylko ,,Stationary Traveller'' wybrzmi do końca …




poniedziałek, 30 stycznia 2017


29 stycznia 2017 r
Ippenssen – Süd

Za kilka dni minie miesiąc odkąd tu jestem...

30 stycznia 2017 r.

...I wciąż jest jak być powinno, czyli dobrze.

Niestety pogoda zmienna i ciśnienie także. Marianna odczuwa te zmiany. . Często skarży się na bóle głowy, stawów i kości... Rozumiem ją bo i mi ta huśtawka pogodowa daje się we znaki.


W niedzielę dostałam do dyspozycji samochód . Zabawnego krótkiego mercedesa w kolorze ...fuksji . Miałam więc możliwość zobaczyć trochę dalszą okolicę. Wypytałam Hei ke ( żeby nie było – przy pomocy Google ) o okoliczne lasy i ich mieszkańców. Żyją tu jelenie i dziki. Oraz sporo ptactwa.

Odpaliłam więc Mercedes ( w takim kolorku to tylko ona ) i pognałyśmy w plener. Nawet nie przypuszczałam ,że sprawi mi to taką przyjemność, i że brakowało mi samochodu.

Jeleni i dzików nie zobaczyłam, miałam ,natomiast okazję widzieć żurawie , chodziły sobie skrajem łąki . Nie udało mi się ich sfotografować ,gdyż nie miałam się gdzie zatrzymać. Pokręciłam się po okolicznych wsiach około dwóch godzin. W drodze powrotnej stanęłam na polnej drodze i poszłam na spacer . Słońce świeciło , humor mi dopisywał a po głowie plątały mi się słowa z piosenki Cory -,,..dobrze mi ,ach jak dobrze mi…''




W czasie mojej nieobecności córka Marianny upiekła pyszne ciasto . Była więc kawa ,dla mnie zielona herbata i słodki poczęstunek.

Heike o osiemnastej pojechała do domu a ja przygotowałam Mariannie aromatyczną i kojącą kąpiel . I tak powoli dzień zbliżył się do końca…
Tej nocy Marianna spała spokojnie ,
natomiast ja nie…śniła mi się… Łąka

Amarantowa
od kwitnącej smółki
faluje
po rozległej równinie
jak woda gorejąca
Nadzy

na jej dnie
wilgotnym i ciepłym

niecierpliwymi rękami
odnajdujemy siebie

a ona zmywa z nas

wszystko
co nie jest tobą
wszystko


co nie jest mną


M Hillar.




...






   


           






















sobota, 14 stycznia 2017

14 stycznia 2017 r.
Ippensen- Süd

Niedawno wróciłam ze spaceru. W soboty mam kilkugodzinną przerwę, i z przyjemnością wyszłam na przechadzkę.
Moja podopieczna jest spokojną osobą. Ma swoje ulubione piosenki i pieśni , mam sposobność osłuchać się z j. Niemieckim.
Niestety, ma też dosyć mocno posuniętą demencję więc

nie mam okazji do konwersacji z nią. Szukam innych możliwości do ćwiczeń. Sporo pomaga mi w tych zmaganiach Sza.

W okno mojego pokoju zagląda duży krzew azalii japońskiej. Kiedy zakwitnie będę miała cudny widok...Ciekawa jestem jakiego koloru są jego kwiaty...
Dobrze mi tu...Córka i syn P. Marianny troszczą się o mój komfort.
Wychodzą mi naprzeciw i są ogromnie wyrozumiali...Zresztą ja też się staram a ponieważ bardzo lubię

swoją pracę i generalnie lubię ludzi więc jest mi łatwiej.

Już dawno nie śmiałam się tak dużo jak teraz ,głownie z powodu bzdur, które wychodzą podczas posługiwania się tłumaczem Google.

Myślę,że ten wyjazd dobrze zrobi nie tylko moim finansom ale i samopoczuciu. W Polsce za dużo na siebie brałam i byłam wymęczona. Teraz jest moja podopieczna,którą się opiekuję  i ludzie którzy troszczą się o mnie...ci tu na miejscu i ci porozrzucani po Polsce i świecie...Piszą, dzwonią...są .



















.

niedziela, 1 stycznia 2017

31 grudnia 2016 r.

...Minął sierpień , odleciał wraz ze złotymi liśćmi wrzesień,październik i listopad. Za kilkadziesiąt minut odejdzie spowity w woale mgieł grudzień…

Kamil śpi ,mnie zbudził telefon. Dzwoniła z Włoch siostra ojca Kamila. Trochę porozmawiałyśmy.

Wciąż pachnie choinka i pierniki.Złocą się pomarańcze. Mile trzaskają łupane orzechy. W filiżance zielona herbata...mruga płomień świec.
To dobry czas na wspomnienia...

Szafirowa Dziewczyna wraz dziećmi dotarła na sierpniowy biwak. Bardzo byłam ciekawa osoby, która tak soczyście i barwnie potrafi pisać.
Pojechałyśmy z Kasinkiem na dworzec
Sza znalazła ich pierwsza. Podeszła do mnie postawna blondynka, ukryta za wielkimi okularami. I chociaż było widać , że jest zmęczona, to wyglądała na silną osobę. To pierwsze wrażenie okazało się zresztą prawdziwe bo Szafirowa Dziewczyna ma silną osobowość . Ale wtedy, kiedy ją przytuliłam podczas powitania, poczułam jaka jest rozedrgana i krucha...więc przytuliłam ją tak porządnie do serca ...i już w nim została...moja piąta córka...

Byłam również z Wojtusiem nad morzem. I mimo chłodnego wiatru i dość zimnej wody, wypad był udany.
Wojtek biegał po plaży ,ganiał się z falami i próbował przekrzyczeć i wiatr i szum fal. Muszę powiedzieć, że całkiem dobrze sobie radził.

Tak wiele się dzieje niepokojących rzeczy. To co zdawało się byč pewne i stałe, okazuje się kruche i niepewne. Zależne od poglądów jednego człowieka...wszak nie tak miało byč…

Julia we wrześniu skończyła osiemnaście lat. Podejmuje swoje dorosłe decyzje. Jedna z nich uderzyła we mnie z taką siłą,że jeszcze nie mogę się pozbierać.
Mimo, iż jej decyzja przeraża mnie, i wszystko we mnie krzyczy ,,NIE'' bo nie mam zaufania do tej instytucji, jestem i będę z nią, bo jest moim dzieckiem. Kocham ją. Potrzebuję tylko czasu na oswojenie się z tym.
I życzę jej, żeby znalazła na tej Drodze ukojenie ,szczęście i spokój oraz to czego szuka. Gdyby jednak, okazało się , że to nie ta droga, żeby znalazła w sobie odwagę, siłę i pokorę, żeby powiedzieč pomyliłam się i zawróciła z niej.


Za kilka dni wyjeżdżam z kraju na parę miesięcy. Dojrzewałam do tej decyzji od jakiegoś czasu...Będę pracowała w swoim zawodzie, jedno co mnie niepokoi ,to bardzo nikła znajomośč języka. Uważam jednak, że poradzę sobie z tym…

Myśli płyną , błąkają się po wspomnieniach i nawet nie zauważyłam kiedy przyszedł Nowy Rok



Patrzę na zegar, jest wpół do drugiej...Już styczeń 2017 rok. Oby był szcześliwy i spokojniejszy …


sobota, 6 sierpnia 2016

Zwyczajne dni...

2 sierpień 2016 r.

Niebo się chmurzy...ładnie wygląda z tymi nachodzącymi na siebie,podświetlonymi słońcem chmurami...może popada.
Czuję wilgoć w powietrzu. Trzeba się przenieść z komputerem do domu.

Mam pod opieką Kamila. Natalia pojechała na wykłady. Zapisała się na kurs prawa jazdy. Mały już się wybudza…

3 sierpień 2016 r.
To już tydzień jak z powodu awarii samochodu nie mam możliwości zarabiania. Bez auta nie jestem w stanie dojechać na czas do swoich podopiecznych. Dobrze ,że udało się
zorganizować dla nich zastępstwo.

Dzwonił mój mechanik , mogę jutro próbnie pojeździć…
Zdecydowaliśmy, że przewody i świece wymieni po moim powrocie z biwaku.
Cieszę się na ten wyjazd . Co prawda warunki jeszcze bardziej spartańskie jak na lipcowym biwakuale jezioro z przejrzystą wodą i okolica piękna...Planuję wyjazd w sobotę. W Piątek mam jeszcze zlecenia, zresztą Julia chce pojechać na wolontariat. Polubiła panie do których jeździ. Ciepło o nich opowiada i widzę, że się troszczy o ich komfort.

Dobrze zrobił mi ten wolny tydzień. Odpoczełam. Miałam czas na swoje przyjemności… Dobrze, że Julia wróciła od ojca, stęskniłam się za nią.

Mam wielką ochotę zabrać na biwak Wojtusia ( mój starszy wnuczek), obawiam się jednak, że na wyjazd bez rodziców jest jeszcze za mały, albo ja za stara ( hmm ) na pilnowanie rozbrykanego sześciolatka.
Po powrocie zabiorę go nad morze.Pojedziemy tylko my...Myślę, że będzie zadowolony.

Późno już, pora spać, jutro wstaję o szóstej…

4 sierpnia 2016r

Już po dwudziestej drugiej,a ja nie mogę oderwać się od książki. Ne sądziłam, że tak mnie wciągnie. To kryminał Camilli Läckberg pt: ,,Księżniczka z lodu''.
Wędrowiec już nad jeziorem. Siedzi przy ogniu . Czeka na nas...Jeszcze tylko jutro i w drogę...

5 sierpień 2016 r.

Odebrałam kilka telefonów z życzeniami. Jeden mnie zaskoczył. Nie sądziłam, iż ta osoba będzie pamiętała, tym milsza niespodzianka. Od Julci dostałam kwiaty.
W sumie spokojny dzień. Jutro wyjazd. Torba spakowana. Sprzęt zdjęty, czeka w przedpokoju. Rano spakuję kuchnię. Potem wszystko do samochodu i w drogę. Cieszę się na wspólną podróż z Julią, na spotkanie z przyjaciółmi. Mam też nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie i Szafirowa Dziewczyna spędzi z nami trochę czasu.


poniedziałek, 20 czerwca 2016

Zapiski

25 maja 2016

Cudowna ciepła noc...prawdziwie majowa, z lekkim wiatrem, gwiazdami i słowiczymi trelami .
Co jest w tych słowiczych pieśniach, że tak mocno zapadają w serce, prześwietlają duszę ?

26 maja 2016r.

Dwudziesta ósma rocznica śmierci mojej mamy...gdyby żyła miałaby siedemdziesiąt dziewięć lat...miała oczy koloru wiosennego nieba i niesamowite poczucie humoru. Najcudowniejszy na świecie uśmiech…

wieczorem

niedawno wróciłam do domu.
Byłam z Natalią i Kamilem u Oli.
29 czerwca ma urodziny, ale w tym czasie zaplanowała udział w regatach, więc spotkałyśmy się dzisiaj. Cieszę się bo zbyt długo nie miałyśmy ze sobą kontaktu. Wyglądała na zadowoloną i myślę, że dzisiaj to nie była gra...

1 czerwiec 2016r.
Co za szalony dzień...moi podopieczni jacyś wyjątkowo niespokojni. Szczególnie Pan Franek...

10 czerwiec 2016r.
Pan Franek coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością...coraz częściej przebywa w świecie koszmarów i majaków. Jest przy tym dość głośny więc męczy się nie tylko on ale także rodzina. Zaproponowałam jego żonie, żeby wezwała wizytę domową i przedstawiła lekarzowi sytuację. Z pewnością przepisze lek, który uspokoi jej męża i da odetchnąč jemu i rodzinie…Cóż wygląda na to, iż P. Franek zbliża się do końca swojego życia…

15 czerwca 2016r.
Wieczorem

Jednak szpital…lekarz widząc stan mojego podopiecznego i rodziny wypisał skierowanie.

Czeka mnie rozmowa z synem P. Lucynki. Mimo obietnic nie zmienia jej wieczorem pieluchy, a potem złości się na nią z powodu mokrych prześcieradeł...

16 czerwca 2016r.
Jutro przyjeżdżają moi przyjaciele. Bardzo się cieszę. Szkoda,że nie ma Kasi zabrałaby się z nimi...Czekam na zakończenie jej kontraktu. To co pisze to wierzchołek góry lodowej i chociaż wiem,że jest mocna to jednak ,każdy ma granice wytrzymałości ...

20 czerwca 2016r.
Słucham Lsy Gerrard ...tak cudnie
kołysze...znajomość z nią zawdzięczam Kasi. Kiedyś prowadziła muzyczne audycje radiowe ,to były magiczne chwile ...brak mi wspólnych wypraw na drugą stronę księżyca...A teraz niech mnie kołysze głos Lisy...idę
spać.


21 czerwca 2016r

Dopisane -

Trochę wieje, ale jest ciepło.
Idę drogą. Z jednej strony pola z
drugiej łąka i zagajnik. Pod zagajnikiem pasie się sarna. Czujna jest. Co chwilę unosi głowę wącha wiatr...
Ja też czuję zapachy, które unoszą się dookoła mnie. Ciężkawy, słodki zapach mokrej, rozgrzanej słońcem ziemi i lekki słodko -gorzki kwiatów i ziół. Bo cała ta dzika czereda ,bujnie rozrosła się w przydrożnych rowach i zachwyca kolorami kwiatów oraz kształtami liści. Kiedy pochylam sę nad przytulią,chabrem czy bodziszkiem, kiedy wdycham zapach dzikiej róży, lub zachwycam się czerwonym makiem to całe to gadanie i złe spojrzeń,a tracą swoją moc... z ziemi czerpię siłę 


niedziela, 1 maja 2016

Ja Kobieta, ja Matka

                     

     Kolejny raz siadam przed komputerem i nie wiem jak to napisać
Początkowo byłam oburzona i zła, teraz czuję gniew. Nie zgadzam się na to, żeby ktokolwiek decydował o moim życiu i za mnie podejmował decyzje w tak intymnej sprawie jaką jest rodzicielstwo i macierzyństwo.
Perfidne jest to, iż gra się na uczuciach i emocjach społeczeństwa, rozprawiając o ochronie życia poczętego, podczas kiedy tak naprawdę chodzi o to, żeby pozbawić nas z takim trudem wywalczonych przez nasze prababki i babki praw.
Chcę,żeby moje córki i wnuczki rodziły dzieci z miłości a nie ze strachu przed karą.
Teraz chce nam się ograniczyć prawa odbierając nam możliwość wyboru w tej sprawie. I pomału zanim się obejrzymy następne pokolenia kobiet nie będą mogły samodzielnie decydować o niczym. W końcu, to nie tak odległy czas, kiedy tak było. Nie mogłyśmy się kształcić, decydować o swoim majątku, o tym kogo poślubimy, nie miałyśmy praw
wyborczych …

Nie chcę być czarnowidzem, ale
jeżeli my Kobiety nie powiemy
wyraźnie ,,nie'' ,możemy znaleźć się w nieciekawym położeniu i to na własne życzenie.